YSL Rouge Volupte #20 Spicy Pink

YSL Rouge Volupte #20 Spicy Pink


Wprawdzie lato jeszcze w pełni ale ja już powoli zaczynam myśleć o makijażu jesiennym. Z tej okazji do mojego kuferka trafiła szminkaYSL z serii Rouge Volupté oznaczona numerkiem 20 a jej odcień określono w dwóch językach jako Spicy Pink i Rose Épice.

Szminek Rouge Volupté nie ma już w stałej sprzedaży, była to bodaj pierwsza seria pomadek o kremowym, jedwabistym wykończeniu i nasyconym kolorze, potem zastąpiono je wersją Rouge Volupté Shine i Rouge Volupté Sheer Candy. W niektórych perfumeriach można jednak dostać jeszcze pojedyncze sztuki tych szminek – warto poszukać, bo są po prostu obłędne.



Jak już wspomniałam odcień jaki posiadam to Spicy Pink – jest to brudny różowo-fioletowy kolor (w tonacji ‘mauve’) z domieszką brązu. Będzie pasował do chłodnych typów urody.

Pomadka jest delikatnie kremowa, gładko sunie po ustach dając jedwabiste wykończenie. Nie czuć jej na ustach, jest lekka a mimo to już przy jednej warstwie pokrywa wargi nasyconym kolorem. Wspaniale nawilża usta i je wygładza, sprawia że wyglądają kusząco i apetycznie. Nie podkreśla suchych skórek ani nie osadza się w załamaniach. Posiada filtr SPF 15. Uczucie komfortu nie znika z warg nawet po 2-3 godzinach. Podczas jedzenia i picia pigment schodzi równomiernie ale nie całkowicie – usta nadal są pokryte delikatnym woalem koloru. Można powiedzieć, że w tej kwestii zachowuje się podobnie do szminek typu lip-stain.


Szminka posiada bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny owocowy (melonowo-arbuzowy?) zapach.

Opakowanie zdecydowanie cieszy oko – wygląda bardzo luksusowo. Kolorowa część pod logiem YSL wiernie odzwierciedla odcień pomadki. W skuwce zaś mieści się maleńkie lusterko, które ułatwia aplikację pomadki w każdych warunkach.





I na koniec jak szminka prezentuje się na mnie:



Lirene Żel + oliwka z bawełny pod prysznic

Lirene Żel + oliwka z bawełny pod prysznic


Od producenta:
Żel + oliwka z bawełny z serii Body Olive, dzięki wyjątkowej formule, bogatej w specjalnie dobrane składniki aktywne, nawilża oraz poprawia kondycję skóry, chroniąc ją przed wysuszeniem. Niezwykle kuszący zapach produktu otula ciało i wprawia we wspaniały nastrój. Optymalnie nawilżona skóra zachwyca swoim zdrowym wyglądem, prawidłowo funkcjonuje oraz lepiej się regeneruje. Olejek z bawełny - wzmacnia barierę ochronną naskórka, zapobiega utracie wody i chroni skórę przed wysuszeniem.

Żel + oliwka z bawełny pod prysznic:
  • delikatnie pielęgnuje i regeneruje
  • nadaje skórze gładkość i aksamitną miękkość
  • zapewnia długotrwałe uczucie komfortu
  • przywraca skórze witalność i dobrą kondycję 

Moja opinia:
Nie przepadam specjalnie za marką Lirene. Uważam, że jest to firma, która zbyt mocno opiera się na działaniach marketingowych mających na celu wepchnięcie klientowi kiepskiego produktu w kolorowym, przykuwającym spojrzenie opakowaniu w towarzystwie marketingowego bełkotu. Większość pomysłów i „innowacji” tej marki wzbudza we mnie śmiech i politowanie, widzę że jest to czysty marketing i nic poza tym. A ja wobec marketingu jestem nastawiona wyjątkowo agresywnie.

Zdarza się jednak, że jakiś kosmetyk Lirene trafi do mojej łazienki. Żel pod prysznic z oliwką z bawełny Luby zakupił dla siebie ale kiedy tylko go powąchałam, wiedziałam już że i ja będę z niego korzystać. Zapach jest piękny – delikatny, świeży, kojarzy mi się z czystością i jest na tyle uniwersalny, że może przypaść do gustu zarówno kobietom jak i mężczyznom.

Żel świetnie się pieni i wcale nie trzeba używać go dużo, by umyć całe ciało. Najważniejsze dla mnie jest jednak to, że nie wysusza nadmiernie skóry i nawet jeśli nie posmaruję się po prysznicu balsamem, nie będę odczuwać dyskomfortu w postaci ściągniętej i swędzącej skóry.

Jest to bodaj jedyny produkt Lirene, który chętnie kupuję i z przyjemnością używam. Polecam wypróbować, w serii Body Olive oprócz wersji oliwka z bawełny są jeszcze dwa inne warianty zapachowe: oliwka z ryżu i oliwka z mango.

Opakowanie: plastikowa butelka 250ml

Cena: ok. 8,00zł

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocoamidopropyl Betaine, PEG-7 Glyceryl Cocoate, PEG-18 Glyceryl Oleate/Cocoate, Paraffinum Liquidum, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Oil, Methylchloroisothiazlinone, Methylsothiazolinone, Parfum, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Linalool, Benzyl Alcohol, Citronellol.

Błyszczyk powiększający usta Sexy Pulp Yves Rocher

Błyszczyk powiększający usta Sexy Pulp Yves Rocher



W dzisiejszym poście przedstawię Wam powiększający usta błyszczyk o nazwie Sexy Pulp. Jak na tego rodzaju produkt ma on bardzo dużą pojemność, bo aż 10ml/0,33fl.oz. i kosztuje 43,00zł. Jest to moim zdaniem dosyć wygórowana cena, zwłaszcza że efekt na ustach nie powala - jest bardzo naturalny.

Gama kolorystyczna jest skromna – mamy tu raptem 8 odcieni, które z racji swojej formuły nie dają mocnego krycia i intensywnego koloru tylko delikatnie barwią usta dając półprzejrzysty efekt. To z kolei sprawia, że większość kolorów wygląda na ustach bardzo podobnie. Szkoda, że zdjęcia produktu na stronie internetowej Yves Rocher w żaden sposób nie oddają rzeczywistych kolorów błyszczyków – są o wiele ciemniejsze i mogą wprowadzać w błąd klientki, które nie widziały produktu na żywo. Przed zakupem polecam wizytę w salonie Yves Rocher, gdzie można obejrzeć wszystkie odcienie i sprawdzić na testerach efekt, jaki dają.


Kolor, który posiadam to 03. Rose Vif czyli jaskrawy róż. Już patrząc na powyższe zdjęcia widać, że rzeczywisty odcień nie ma nic wspólnego z nazwą a już na pewno nie jest krzykliwy. Określiłabym go jako delikatny brzoskwiniowy róż z mnóstwem połyskujących drobinek. Nie są one widoczne na ustach, domyślam się, że mają za zadanie odpowiednio odbijać cząsteczki światła tworząc na ustach efekt tafli.

Składnikiem aktywnym w błyszczykach Sexy Pulp jest wyciąg z rokitnika o właściwościach nawilżających i wypełniających, który stymuluje syntezę kolagenu i kwasu hialuronowego sprawiając, że usta są pełne i seksowne. Nie zawiera mentolu, więc nie chłodzi ust. No cóż… na moich wąskich wargach nie zauważyłam żadnego optycznego powiększenia czy wypełnienia, usta wyglądają tak samo jak po użyciu każdego innego błyszczyka o półprzejrzystym efekcie.


Oprócz wyciągu z rokitnika błyszczyk zawiera także witaminę E i masło karité bio, dzięki którym utrzymuje na ustach przyjemne uczucie nawilżenia i natłuszczenia. Błyszczyk posiada delikatny słodki zapach.



Jest to produkt, z którego będą zadowolone panie ceniące delikatny i naturalny makijaż. Cena regularna nie zachęca do zakupu ale dzięki częstym promocjom można nabyć ten błyszczyk za dwadzieścia kilka złotych, co biorąc pod uwagę dużą pojemność może okazać się całkiem opłacalne. Swój egzemplarz otrzymałam gratis podczas zakupów.
Lakier Inglot Matte nr 712

Lakier Inglot Matte nr 712


Dzisiaj kilka słów na temat jednego odcienia z serii matowych lakierów marki Inglot.

Mowa o serii Matte, w której skład wchodzi 27 odcieni. W swojej skromnej kolekcji posiadam dwa lakiery z owej serii - bardzo popularny swego czasu beż nr 715 oraz brudny róż nr 712.

Paleta odcieni lakierów Inglot Matte

Lakiery Matte zamknięto w charakterystycznych dla marki Inglot kwadratowych buteleczkach o dużej pojemności (15 ml/0.51 US FL OZ) w cenie 26,00 zł. Producent zapewnia nas na swojej stronie internetowej, że lakiery Matte to "wysoko napigmentowane, intensywne kolory nadające matowe wykończenie. Odpowiednia konsystencja zapewnia łatwą aplikację i doskonałe krycie." Nie mogę w pełni zgodzić się z tym stwierdzeniem.


Inglot Matte nr 712

Inglot Matte nr 712

Odcień nr 712 to nieco brudny ale dosyć ciepły odcień różu bez drobinek i shimmeru. Kolor na 
paznokciu wychodzi nieco ciemniejszy niż w buteleczce. Na moich zdjęciach, zwłaszcza tych robionych w pełnym słońcu kolor wyszedł bardzo jasny i chłodny - w rzeczywistości jest nieco ciemniejszy i cieplejszy. Zdjęcia robione w świetle dziennym w pomieszczeniu najlepiej oddają rzeczywisty odcień (pamiętajcie jednak, że wiele też zależy od ustawień monitora).


Jest to lakier o satynowym wykończeniu, nie ma mowy o płaskim macie. Pędzelek jest długi i cienki - osobiście nie przepadam za takimi, bo trudno mi się nimi operuje. Ciężko jest nabrać odpowiednią porcję lakieru i równomiernie rozprowadzić go na płytce. Podczas nakładania pierwszej warstwy powstają straszne smugi, które trudno wyrównać, bo cienka warstewka lakieru błyskawicznie zasycha. Druga warstwa niestety nie pozwala na wyrównanie smug, nadal widoczne są prześwity i nierówności. Dopiero trzecia warstwa zapewnia pełne krycie, choć efekt do idealnych nie należy.

Na domiar złego lakiery z tej serii bardzo podkreślają wszelkie nierówności płytki paznokciowej.

Inglot Matte 712 w pełnym słońcu

Inglot Matte 712 w pełnym słońcu


W przypadku trzech warstw lakieru czas schnięcia bez użycia przyspieszacza wysychania, trwałby całą wieczność, więc skracam go sobie spryskując wykonany manicure świetnym sprayem marki FM Group.

Inglot Matte 712 w pełnym słońcu

Inglot Matte 712 w pełnym słońcu

Przyznam, że nie przepadam za szalenie modnym ostatnio matowym wykończeniem makijażu ust i paznokci, stąd często nakładam na matowe (choć powinnam raczej powiedzieć pół-matowe lub satynowe) lakiery Inglota bezbarwny top coat nadający manicurowi piękny połysk (jednak na wszystkich zdjęciach powyżej mam na paznokciach tylko 3 warstwy lakieru bez top coatu).

Trwałość lakieru jest zaskakująco dobra - na moich paznokciach przetrwał trzy dni bez odprysków czy nawet delikatnego ścierania, choć warto zaznaczyć, że nie myłam w tym czasie głowy. Zmywa się szybko i bezproblemowo.


Krem pod oczy dr Hauschka - mój nr 1 w pielęgnacji okolic oczu!

Krem pod oczy dr Hauschka - mój nr 1 w pielęgnacji okolic oczu!


Opis producenta:
Nawilżający krem pod oczy zapobiega przedwczesnemu tworzeniu się zmarszczek. Wchłania się tak szybko, że można na niego od razu nakładać makijaż. Jest wyjątkowo delikatny i optymalnie dostosowany do potrzeb skóry wokół oczu. Naturalne olejki roślinne: z orzechów makadamii, awokado i rokitnika wchłaniają się szczególnie szybko pielęgnując partie okolicy oczu. Razem z masłem z mango, woskiem pszczelim, olejkiem migdałowym, z pestek moreli i jojoba tworzą barierę ochronną przed wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych, wygładzając skórę i utrzymując ją elastyczną. Woda różana i wyciągi z hibiskusa, ananasa i nagietka odświeżają, uspokajają i łagodzą podrażnienia oraz zatrzymują wilgoć w skórze.
Również przy zmęczonych przez długą pracę przy komputerze oczach ten lekki krem będzie prawdziwym dobrodziejstwem. Odpowiedni dla osób noszących soczewki kontaktowe. Przebadany okulistycznie i dermatologicznie.

Sposób użycia: rano, po oczyszczeniu cery kremem do mycia twarzy i wzmocnieniu jej odpowiednim tonikiem równomiernie rozprowadzić niewielką ilość kremu na dolnej i górnej powiece oka, w kierunku od środkowego do zewnętrznego kącika. Makijaż można nakładać bezpośrednio po aplikacji.

Moja opinia:
Krem pod oczy to dla mnie podstawa pielęgnacji, kosmetyk który bezdyskusyjnie musi znajdować się w mojej łazience. Posiadam bardzo suchą skórę w okolicach oczu a niekomfortowe uczucie suchości potęguje zespół suchego oka, który towarzyszy mi (choć w coraz mniejszym nasileniu) od czasu operacji oczu. Cienka skóra w tym miejscu wymaga całodziennego, dobrego nawilżenia, lekkiego odżywienia i przede wszystkim złagodzenia objawów zmęczenia, jako że większą część dnia spędzam prze komputerem. Pomimo przekroczenia 30-stki nie sięgam jeszcze po kremy liftingujące czy działające silnie przeciwzmarszczkowo. Stawiam przede wszystkim na dobre nawilżenie i odżywienie a działanie przeciwzmarszczkowe i antyoksydacyjne to u mnie drugorzędny wymóg.

Nawilżający krem pod oczy dr Hauschka zakupiłam po zużyciu dwóch próbek, które uratowały moją skórę po bardzo nieudanym kontakcie z kremem pod oczy marki Korres. Była to miłość od pierwszego użycia i absolutna pewność, że znalazłam swój ‘podoczny’ ideał.

Urzekł mnie długi i w 100% naturalny skład obfitujący w oleje, masła i ekstrakty roślinne dbające o dobre nawilżenie i ochronę cienkiej i wrażliwej skóry. Wszystko, o czym pisze producent, jest prawdą. Krem jest leciutki, wchłania się dosłownie w kilka sekund i umożliwia niemal natychmiastowe wykonanie makijażu. Nie ma obawy, że podkład czy korektor się zwarzy, kosmetyki kolorowe zachowują się na nim bez zastrzeżeń. Pomimo lekkiej formuły krem doskonale nawilża. Tuż po aplikacji wyraźnie czuć jak skóra go spija a po chwili wyraźnie się odpręża. Jest zbawieniem dla osób spędzających wiele godzin przed komputerem – po wieczornym demakijażu przynosi ulgę zmęczonej i napiętej skórze, koi ją i rozluźnia.



Niestety w żaden sposób nie wpływa na zmniejszenie cieni pod oczami ale producent nic takiego nie obiecuje. Zresztą, przestałam już wierzyć, że jakikolwiek krem zniweluje u mnie ten defekt…

Krem posiada słabo wyczuwalny ziołowy zapach, charakterystyczny dla kosmetyków dr Hauschka.

Jest to krem, który z całą pewnością mogę polecić do pielęgnacji młodej skóry z pierwszymi oznakami starzenia. Raczej nie spełni oczekiwań kobiet szukających kremu silnie napinającego i wygładzającego okolice oczu, gdyż jego działanie przeciwzmarszczkowe opiera się głównie na działaniu prewencyjnym poprzez dostarczenie odpowiedniej dawki nawilżenia oraz zapewnienie ochrony dzięki licznym wyciągom roślinnym.

Nawilżający krem pod oczy dr Hauschka całkowicie skradł mi serce, jest zresztą nie pierwszym kosmetykiem tej marki, który to zrobił. Uwielbiam tusz do rzęs i pudry do twarzy tej firmy (nie używam już innych!) i bardzo się cieszę, że także kosmetyki do pielęgnacji powoli zdobywają moją przychylność.


Opakowanie: metalowa tubka 12,5ml

Cena: ok. 90,00zł

Skład: Water (Aqua), Persea Gratissima (Avocado) Oil, Rosa Damascena Flower Water, Glycerin, Alcohol, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract, Althaea Officinalis Leaf Extract, Beeswax (Cera Alba), Calendula Officinalis Flower Extract, Arachis Hypogaea (Peanut) Oil, Hectorite, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Rosa Damascena Flower Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Lysolecithin, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Chondrus Crispus Extract, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Xanthan Gum, Sodium Stearoyl Lactylate, Fragrance (Parfum) , Geraniol*.
* składnik naturalnego olejku eterycznego
Płyn do higieny intymej Flora Natura - nie miałam lepszego!

Płyn do higieny intymej Flora Natura - nie miałam lepszego!


Opis producenta:
Delikatnie myje okolice intymne, zachowując ich naturalne pH.
Zawiera 100% czyste olejki eteryczne z drzewa herbacianego, lawendy, mięty i tymianku, które pozostawiają przyjemny, świeży zapach. Zalecany dla utrzymania prawidłowej higieny osobistej. Pomaga przywrócić prawidłową równowagę flory bakteryjnej.
Testowany dermatologicznie.

Moja opinia:
Już na wstępie mogę powiedzieć, że jest to najlepszy płyn do higieny intymnej jaki kiedykolwiek dane mi było używać i pobił na głowę wszystkich moich dotychczasowych faworytów.

Płyn ma średnio gęstą konsystencję, jest bezbarwny i ma piękny, delikatny ziołowy zapach. Bardzo dobrze się pieni, jest delikatny dla skóry, nie podrażnia, nie wywołuje żadnego pieczenia czy szczypania nawet w przypadku, gdy okolice intymne są mocno podrażnione.

Najcudowniejszą cechą tego płynu są jednak jego właściwości odświeżające – chyba pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się odczuwać podczas mycia taką przyjemną ‘mroźną’ świeżość. Efekt ten odczuwalny jest przez pierwszych kilkanaście myć, z czasem zanika (skóra najprawdopodobniej się do niego przyzwyczaja i po prostu przestaje go rejestrować).

Nawet przy dłuższym stosowaniu nie zauważyłam aby źle wpływał na okolice intymne, np. przesuszając je co zdarzyło mi się w przypadku płynu Facelle. Sprawdza się podczas menstruacji, na wyjazdach, po stosunku intymnym – dosłownie w każdej sytuacji. Jest ultrałagodny i daje wspaniałe uczucie świeżości.

Jest to kosmetyk w 100% naturalny i przyjazny dla skóry, posiada certyfikat BDIH, nie jest testowany na zwierzętach. Zawiera sporo ekstraktów ziołowych (olejek z drzewa herbacianego, z lawendy, z mięty, tymianku, ze ślazu dzikiego) znanych ze swych właściwości antybakteryjnych, odświeżających i łagodzących.

Pompka przez cały okres użytkowania działa bez zarzutu.

Rewelacyjny płyn do codziennej higieny intymnej, bardzo chętnie będę do niego wracać.

Opakowanie: plastikowa butelka z pompką 250ml

Cena: ok. 40,00zł

Skład: Aqua, Coco Glucoside, Lauryl Glucoside, Glyceril Oleate, Decyl Glucoside, Sodium Coco-Sulfate, Melaleuca alternifolia oil, Lavandula hybrida oil, Mentha arvensis oil, Thymus serpillum oil, Malva sylvestris extract, Propolis extract, Glycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Lactic Acid, Linalool, Eugenol.
Otulające masło do ciała Pat&Rub

Otulające masło do ciała Pat&Rub




Opis producenta:
Masło o ciepłym, otulającym zapachu naturalnej wanilii, karmelu i cytryny oraz konsystencji tortowego kremu. Bogactwo i wysokie stężenie maseł i olejów roślinnych sprawiają, że nawet bardzo sucha skóra staje się znakomicie nawilżona i uelastyczniona. Efekt zauważalny jest już po pierwszym użyciu. Do stosowania od stóp po dekolt.

Kompozycja:
· Masło shea* – nawilża i zmiękcza,
· Masło kakaowe* – natłuszcza i uelastycznia skórę, łagodzi podrażnienia,
· Masło oliwkowe* – wygładza i koi,
· Olej babassu* – uelastycznia, nawilża, jest naturalnym filtrem UV,
· Squalane* (z oleju oliwkowego) – nawilża,
· Ekstrakt z cytryny* – działa ujędrniająco i przeciwzapalnie,
· Naturalna witamina E* – antyoksydant,
· Gliceryna roślinna* – nawilża
*surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym

Sposób użycia: Może być stosowane zaraz po prysznicu lub kąpieli, nawet na lekko wilgotną skórę. Używaj hojnie dla nawilżenia i odżywienia skóry. Wmasuj w skórę dokładnie, a efekt nawilżenia utrzyma się długie godziny.

Moja opinia:
Obecnie ten wariant zapachowy masła jest już w stałej ofercie Pat&Rub. Ja natomiast kupowałam je na samym początku jego pojawienia się w sklepie, kiedy było jeszcze serią limitowaną, wydaną z okazji 5-lecia istnienia marki kosmetycznej Pat&Rub.

Masło ma bardzo puszystą konsystencję i rzeczywiście może wywoływać skojarzenia z kremem tortowym. Gładko sunie po skórze i w miarę szybko się wchłania (przy nakładaniu niezbyt grubej warstwy) pozostawiając na skórze bardzo delikatny film ochronny, który jednak po kilku minutach także się wchłania.

W przypadku bardzo suchej skóry dobrze jest nałożyć większą ilość masła i dokładnie wmasować je w skórę – jego konsystencja wprost idealnie nadaje się do wykonania odprężającego wieczornego masażu ciała :-)

Dzięki zawartości dobroczynnych olejów i maseł (shea, kakaowe, oliwkowe) świetnie nawilża i wygładza skórę. Przynosi natychmiastową ulgę suchej skórze przywracając jej miękkość i odpowiedni poziom nawilżenia i natłuszczenia. Skóra przestaje być sucha, napięta, swędząca. Efekt utrzymuje się kilka godzin.

Masło można stosować od stóp do głów - świetnie sprawdza się także jako krem do dłoni i stóp.

Zapach kosmetyku jest ciepły i słodki, z delikatną cytrynową nutą. Przyjemnie działa na zmysły, szczególnie podczas wieczornego masażu choć dla mnie jest zdecydowanie za słodki. Kiedyś byłam wielką fanką takich słodkich ‘spożywczych’ zapachów w kosmetykach ale gust mi się zmienił i obecnie mam inne upodobania zapachowe. Wiem jednak, że seria otulająca cieszy się bardzo dużym powodzeniem – w końcu nie bez powodu trafiła do stałej oferty Pat&Rub.

Dodatkowy plus za opakowanie, dzięki któremu można zużyć balsam do ostatniej kropelki.

Opakowanie: plastikowy pojemnik 250ml

Cena: 75,00zł (sklep internetowy Pat&Rub), perfumerie Sephora

Skład: Aqua, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) , Caprylic/Capric Triglyceride, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Orbignya Oleifera Seed Oil, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Olive (Olea Europaea) Oil, Hydrogenated Olive Oil, Myristyl Myristate, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Glucoside, Squalane, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Citral, D-Limonene, Linalool

Rewitalizujący scrub do ciała Pat&Rub

Rewitalizujący scrub do ciała Pat&Rub


Opis producenta:
Seria Rewitalizująca jest pogotowiem ratunkowym dla przesuszonej i wymagającej nawilżenia skóry. Kosmetyki z tej linii zawierają ekstrakt z żurawiny, która ma działanie antyoksydacyjne. Pachną przyjemnie i orzeźwiająco cytryną.
Rewitalizujący Cukrowy Scrub do Ciała delikatnie złuszcza, ekspresowo nawilża i poprawia wygląd skóry. Nazywamy ten Scrub – Twoja Nowa Skóra. Skóra staje się gładka i ujędrniona. Pięknie wygląda i pachnie. Cytrynowy ekoaromat Rewitalizujacego Scrubu do Ciała przyjemnie odświeża zmysły i dodaje energii.
Żurawina zwalcza objawy starzenia się skóry, regeneruje i wzmacnia. Olejek cytrynowy poprawia wygląd skóry: wygładza i oczyszcza. Po użyciu Scrubu skóra nie potrzebuje dodatkowo balsamu lub masła po kąpieli.

Kosmetyk NATURALNY z certyfikatem NaTrue.

Kompozycja:
· kryształki cukru trzcinowego* – złuszczają martwy naskórek i wygładzają skórę
· żurawina* – zwalcza wolne rodniki, regeneruje, wzmacnia
· olejek cytrynowy* – odświeża umysł, poprawia wygląd skóry: wygładza i oczyszcza
· oliwa i masło z oliwek* – wygładza i koi
· masło shea* – nawilża i zmiękcza
· olej babassu* – uelastycznia, nawilża, jest naturalnym filtrem UV
· masło z awokado * – natłuszcza i regeneruje, chroni przed czynnikami zewnętrznymi, w tym promieniami słonecznymi
· masło kakaowe* – uelastycznia i koi podrażnienia
· wosk pszczeli* – uelastycznia i zmiękcza
· naturalna witamina E* - – wygładza, ujędrnia, natłuszcza i nawilża
· inne roślinne substancje natłuszczające i nawilżające*
*surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym

Sposób użycia:
Zwilżoną skórę ciała masuj koliście drobinkami peelingu aż poczujesz, że kryształy cukru się rozpuszczają. Dla mocniejszego efektu złuszczania można peelingować suchą skórę ciała. Zabieg warto zakończyć 15 minutową kąpielą, aby skóra mogła wchłonąć więcej cennych składników odżywczych z olejków i maseł, które zawiera scrub. Do stosowania 2-3 razy w tygodniu.

Moja opinia:
To mój drugi peeling marki Pat&Rub. Pod względem skuteczności usuwania martwego naskórka czy właściwości pielęgnacyjnych nie różni się on zbytnio od używanego przeze mnie wcześniej scrubu rozgrzewającego. Ma inny zapach i nie pobudza krążenia i zmysłów tak bardzo jak jego brązowy brat ale poza tym jest tak samo skuteczny.

Wszystkie peelingi Pat&Rub zamknięto w okrągłych plastikowych pudełkach o pojemności 500ml i miłym dla oka designie. Produkt w opakowaniu jest zbity i gęsty, warto więc do jego wybierania z pojemnika mieć przygotowaną szpatułkę.

Scrub oparty jest na kryształkach cukru trzcinowego, które w wyniku tarcia złuszczają martwy naskórek i wygładzają skórę. Wymieszano je z pełnymi odżywczych składników masłami (shea, kakaowym, z oliwek, z awokado) oraz olejami (babassu, winogronowy, z oliwek), do których dodano działający odświeżająco i rewitalizująco olejek cytrynowy. W skład produktu wchodzi także wyciąg z żurawiny, który zwalcza wolne rodniki i działa na skórę wzmacniająco i regenerująco.

Kryształki cukru są drobne ale skutecznie ścierają martwy naskórek. Masaż ciała jest bardzo przyjemny a delikatny cytrynowy aromat poprawia nastrój i działa orzeźwiająco.

Skóra po masażu jest przyjemnie gładka, miękka i nawilżona a to za sprawą mieszaniny dobroczynnych maseł i olejów, które tworzą na skórze cienką, nawilżająco-natłuszczającą powłoczkę. Balsam do ciała po takim peelingu jest tak właściwie zbędny, choć po dwóch-trzech godzinach uczucie nawilżonej skóry słabnie. Osobom o bardzo suchej skórze polecam sięgnąć po lekki balsam.

Scrub zawiera 100% składników naturalnych, które kompleksowo dbają o skórę podczas złuszczania. Nawilżają, uelastyczniają, zmiękczają i poprawiają wygląd skóry. W jednym z filmików na stronie Pat&Rub Kinga Rusin poleca wykonywać peeling podczas kąpieli w wannie, by potem móc jeszcze przez kilka minut poleżeć w wodzie, aby skóra mogła wchłonąć więcej dobroczynnych substancji.

Peeling jest niezwykle wydajny. Opakowanie 500ml starcza mi zazwyczaj na kilka miesięcy stosowania.

Jest to bardzo przyjemny w użytkowaniu skrub, choć moim faworytem pozostaje jednak wersja rozgrzewająca. Bardzo polecam peelingi marki Pat&Rub, dla mnie to doskonałe połączenie skuteczności z przyjemnością stosowania :-)

Opakowanie: plastikowy pojemnik 500ml

Cena: 79,00zł (sklep online Pat&Rub), perfumerie Sephora

Skład: Sucrose, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Olus (Vegetable) Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Decyl Cocoate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Cera Alba, Glyceryl Stearate, Olive (Olea Europaea) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Hydrogenated Vegetable Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Parfum, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit , Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Citral, Geraniol, Citronellol, Linalool, Limonene
Provida Organics Bio Melkfett Vaseline Jelly - świetny uniwersalny kremik

Provida Organics Bio Melkfett Vaseline Jelly - świetny uniwersalny kremik


Opis producenta:
Chroni skórę i dostarcza wilgoci poprzez ochronną, bezwodną konsystencję. Polecany do codziennej pielęgnacji twarzy i ciała. Doskonale nadaje się do pielęgnacji zniszczonych, spękanych dłoni, szorstkich partii skóry na kolanach, łokciach i stopach oraz dla skóry wymagającej szczególnej pielęgnacji ze względu np. na zimno, wiatr czy też powietrze ogrzewane przez grzejniki. Krem nadaje się również do pielęgnacji niemowląt. Przywraca suchej skórze miękkość i delikatność. Zawiera witaminę E, która wpływa na elastyczność skóry i umożliwia jej naturalną regenerację.
Krem nie zawiera lanoliny - odpowiedni dla wegan. 

Moja opinia:
Kupiłam ten krem z myślą o ochronie delikatnej skóry twarzy zimą. Od razu napiszę, że w tej funkcji nie do końca się sprawdził. Krem jest bardzo tłusty, jego konsystencja przypomina nieco maść czy wazelinę. Nie wchłania się całkowicie i pozostawia na skórze tłustą i świecącą warstwę. Początkowo usuwałam ją przykładając do skóry jedną warstwę chusteczki higienicznej i wykonywałam makijaż (krem pomimo swojej tłustości nie gryzie się z kosmetykami kolorowymi, po usunięciu świecącego filmu można bez problemu rozprowadzić podkład).

Tubka zabezpieczona jest fabrycznie przed niepożądanym otwarciem.

Jednak z czasem zauważyłam, że skóra na twarzy bardzo szybko zaczęła mi się przetłuszczać, zmiany temperatury otoczenia (na zewnątrz mróz, w pomieszczeniu kaloryferowe ciepełko) powodowały nadmierne błyszczenie i konieczność ciągłego poprawiania makijażu. Zaprzestałam więc stosowania tego kremu na dzień ale z miłą chęcią wracałam do niego wieczorem. Dlaczego? Bo przed pójściem spać jego tłustość zupełnie mi nie przeszkadza a krem ma naprawdę świetne właściwości nawilżające i zmiękczające. Szczególnie lubiłam go nakładać po peelingu, kiedy skóra domaga się otulenia delikatną ochronną kołderką. Stosowałam go jako krem na noc nawet w porze letniej.


Masło shea, czyste oleje roślinne i wosk pszczeli tworzą na skórze ochronny film, nie ograniczając przy tym jej zdolności do oddychania. Krem nie zatyka porów, nie przyczynia się do powstawania na skórze wyprysków.


Bardzo często stosowałam ten krem na różne suche partie skóry całego ciała – głównie na łokcie i pięty. Świetnie zmiękcza i regeneruje suchą i szorstką skórę, przywraca jej miękkość i gładkość. Rewelacyjnie działa na suchą skórę stóp (zwłaszcza pięty) oraz dłoni – zimą obowiązkowo smarowałam nim dłonie przed wyjściem na zewnątrz. Mroźne powietrze nie było mi wtedy straszne a dłonie dłużej utrzymywały ciepło.

Krem pięknie pachnie – ja miałam skojarzenia z melisą cytrynową. Dla osób uczulonych na olejki eteryczne stworzono wersję bezzapachową. 


Zgodnie z filozofią marki Provida krem składa się w 100% ze składników pochodzenia naturalnego. Nie zawiera oleju mineralnego ani lanoliny, może być stosowany przez wegan. Myślę, że doskonale sprawdziłby się także w pielęgnacji niemowląt.

Jest bardzo wydajny, znakomicie służył mi prawie rok czasu.


Opakowanie: metalowa tubka 50ml

Cena: ok. 26,00zł

Skład: Olus oil, Cera alba, Lavandula angustifolia oil, Olea europea fruit oil, Litsea cubeba fruit oil, Butyrospermum Parkii Butter, Cymbopogon nardus oil, Melaleucaalternifolia leaf oil, Thymus vulgaris oil, Cocos nucifera oil, Eugenia caryophyllus bud oil, Tocopherol, Linalool, Citral, Limonene, Geraniol, Citronellol, Eugenol
Szampon i odżywka do włosów blond Pat&Rub

Szampon i odżywka do włosów blond Pat&Rub


Szampon i odżywka do włosów blond były obok ekoAmpułki nr.3 pierwszymi kosmetykami Pat&Rub, z jakimi miałam do czynienia. Było to bardzo udane pierwsze spotkanie, o czym może świadczyć chociażby fakt, że zakup po jakimś czasie ponowiłam. A poniżej moje odczucia w związku ze stosowaniem serii do włosów jasnych.

Szampon do włosów jasnych:

Opis producenta:
Szampon do Włosów Blond to kosmetyk naturalny, który łagodnie myje i jednocześnie odświeża kolor włosów jasnych.
Przeznaczony do włosów w kolorze naturalnym lub farbowanych.
Dzięki roślinnym pigmentom z kurkumy i szafranu włosy blond stają się rozświetlone, odrobinę jaśniejsze. Szampon znakomicie maskuje też niewielkie odrosty (również siwe). Efekt rozświetlenia i rozjaśnienia kumuluje się po kilkukrotnych użyciach.
Kosmetyk jest łagodny dla skóry głowy. Zawiera delikatne roślinne środki myjące oraz nawilżającą betainę i roślinne środki wygładzające.

Kompozycja:
· Melscreen Gold™* – wyciąg z szafranu I kurkumy – wzmaga intensywność koloru blond, dodaje refleksów
· Naturalna betaina* – nawilża
· Roślinne środki myjące* – łagodnie oczyszczają skórę głowy i włosy
*Surowce z certyfikatem ekologicznym


Moja opinia:
To jeden z moich ulubionych szamponów nie podrażniających skórę głowy. Jego receptura oparta jest na roślinnych środkach myjących, które w delikatny sposób traktują zarówno skórę jak i włosy. Można go stosować nawet codziennie, nie wywołuje ani przesuszenia ani swędzenia. Słoneczny żółty odcień szampon zawdzięcza wyciągom z kurkumy oraz szafranu, które wzmacniają kolor włosów (naturalnych i farbowanych) dodając im świetlistości i refleksów. Bzdurą jest jednak stwierdzenie producenta jakoby kosmetyk ten miał właściwości maskujące niewielkie odrosty. To nie jest szampon koloryzujący!

Ważne dla mnie jest też to, że podczas mycia szampon nie plącze włosów, a po wyschnięciu są one miękkie, miłe w dotyku, wyglądają zdrowo i przepięknie błyszczą, szczególnie w słońcu.

Mycie uprzyjemnia delikatny cytrynowy aromat (charakterystyczny dla kosmetyków Pat&Rub), który jednak nie utrzymuje się na włosach.



Kosmetyk zamknięto w miękkiej plastikowej tubie, czego w przypadku szamponu nie uważam za wygodne rozwiązanie, bo rzadka konsystencja sprawia, że lubi się on z niej czasem wylewać. Butelka byłaby o wiele lepsza.

Także cena jest minusem, całe szczęście Pat&Rub oferuje na swojej stronie bardzo korzystne rabaty, warto więc polować na okazje.

Jest to szampon, do którego z miłą chęcią co jakiś czas wracam. Skutecznie a przy tym łagodnie oczyszcza skórę głowy i włosy, sprawiając że lśnią one zdrowym blaskiem i stają się prawdziwą ozdobą. 


Opakowanie: plastikowa tuba 250ml

Cena: 49,00zł

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Glycerin, Decyl Glucoside, Crocus Sativus Flower Extract, Curcuma Longa ( Turmeric) Root Extract, Lauryl Glucoside, Stearyl Citrate, Glyceryl Oleate, Propanediol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, Sodium Phytate, PCA Glyceryl Oleate, Xanthan Gum, Sodium PCA, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Citral, Limonene, Linalool

Odżywka do włosów jasnych: 


Opis producenta:
Odżywka do Włosów Blond to kosmetyk przeznaczony do pielęgnacji włosów w naturalnych jasnych kolorach lub farbowanych na blond.
Pielęgnuje włosy, ułatwia rozczesanie i układanie. Włosy blond stają się rozświetlone, odrobinę jaśniejsze. Znakomicie maskuje też niewielkie odrosty (również siwe). Efekt rozświetlenia i rozjaśnienia kumuluje się po kilkukrotnych użyciach.
Odświeżenie koloru zapewniają wyciągi z szafranu i kurkumy. Fosfolipidy ze słonecznika pielęgnują i regenerują włosy.
Odżywka przeznaczona jest do każdego rodzaju włosów, poradzi sobie świetnie ze zniszczonymi i suchymi. Nie obciąża włosów.

Kompozycja:
· Wyciąg z szafranu* i kurkumy* – wzmaga intensywność koloru blond, dodaje refleksów
· Fosfolipidy ze słonecznika* - odżywiają włosy, naprawiają strukturę włosa, wygładzają, antyoksydant
· Naturalna betaina* – nawilża
· Naturalna Witamina E* – dodaje blasku, antyoksydant
· Inne roślinne substancje kondycjonujące – wygładzają, chronią przed elektryzowaniem
*Surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym

Sposób użycia:
Używaj odżywki po umyciu włosów Szamponem do Włosów Blond, pozostaw na włosach 3-5 minut. Spłucz.

Moja opinia:
Osoby, które regularnie odwiedzają ten blog wiedzą, że nie palę się zbytnio do stosowania odżywek do włosów i potrafią one nawet rok leżeć na mojej półce w łazience. Staram się zmienić ten stan rzeczy i nieco częściej sięgać pod odżywki, zwłaszcza że zbliża się ciężki dla włosów pod względem pogodowym okres.

Odżywkę Pat&Rub nakładam 1-2 razy w tygodniu, najczęściej tylko na końcówki włosów (10-15cm od końcówek w górę). Trzymam ją kilka minut po czym spłukuję. Stosuję niewielką ilość kosmetyku, aby nie mieć potem problemu z jej dokładnym wypłukaniem.

Po użyciu odżywki włosy są miękkie, delikatne w dotyku. Pięknie lśnią i zdrowo wyglądają. Ze względu na zawartość ekstraktów z kurkumy i szafranu odżywka ta ma też właściwości pogłębiające odcień jasnych włosów i wzmagające ich połysk. Wywiązuje się z tego zadania bardo dobrze (szczególnie w duecie z szamponem z tej samej serii) – dodaje włosom złotych refleksów. Podobnie jak w przypadku szamponu stwierdzenie producenta jakoby kosmetyk ten miał właściwości maskujące niewielkie odrosty jest kompletną bzdurą.


Preparat ma żywy, słoneczno-żółty kolor ale niestety nie pachnie już tak przyjemnie jak jego brat szampon. W odżywce wyraźnie wyczuwalny jest aromat przypraw (kurkuma), który jednak całe szczęście nie utrzymuje się na włosach. Konsystencja odżywki jest gęsta.

Odżywka ułatwia rozczesanie splątanych podczas mycia włosów. Szampon z serii ich wprawdzie nie plącze, ale zużywa się znacznie szybciej niż odżywka, więc stosując potem delikatne szampony dla dzieci (np. Babydream), które mocno kołtunią włosy podczas mycia, odżywka doprowadzająca je do ładu jest jak najbardziej pożądana.

Powiem szczerze, że o ile z szamponu do włosów blond jestem naprawę bardzo zadowolona, tak do odżywki mam stosunek neutralny. Jej działanie nie zachwyciło mnie niczym szczególnym na tyle, bym chciała często do niej wracać. Może jak będzie mi zależało na pogłębieniu koloru, to po nią sięgnę.


Opakowanie: plastikowa tuba 200ml

Cena: 59,00zł

Skład: Aqua, Glycerin, Decyl Glucoside, Crocus Sativus Flower Extract, Curcuma Longa ( Turmeric) Root Extract, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Betaine, Phospholipids, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Brassicamidopropyl Dimethylamine, Isoamyl Laurate, Galactoarabinan, Parfum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, PCA Glyceryl Oleate, Aspartic Acid, Sodium Phytate, Citric Acid, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Citral, Limonene, Linalool

I na koniec mały bonus: tak mienią się w słońcu moje włosy pielęgnowane duetem Pat&Rub :-)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2018 Kobiece Fanaberie , Blogger