Golden Rose Oxygen Nail Growth - ta odżywka naprawdę działa!

Golden Rose Oxygen Nail Growth - ta odżywka naprawdę działa!


Opis producenta:
Preparat do pielęgnacji paznokci, bogaty w antyutleniacze i komórki macierzyste jabłka, które przyśpieszają wzrost paznokci i zwiększają ich wytrzymałość. Dzięki zaawansowanemu kompleksowi komórek macierzystych jabłka połączonych z przenikalnymi cząsteczkami tlenu, naturalnymi antyutleniaczami, witaminami (A, C & E) i składnikami odżywczymi (ekstrakt z alg, wyciąg z pestek słonecznika, minerały morskie, ekstrakt kasztanowca) preparat Oxygen Nail Growth zapewnia odżywienie, przyspiesza wzrost i pomaga poprawić wygląd paznokci. Bogata formuła opatentowanych składników wpływa na wzmocnienie paznokci i zabezpiecza je przed pękaniem, złamaniem i rozdwajaniem już po 4 tygodniach regularnego stosowania. Dzięki wysokiej zawartości składników nabłyszczających oraz filtrów UV chroni paznokcie przez odbarwieniami.

Cała seria Nail Expert nie posiada w swoim składzie formaldehydu, dbp i toluenu.

Sposób użycia:
Nakładać na czyste i niepomalowane paznokcie. Nakładać jedną warstwę jako baza pod lakier chroniąca paznokcie. Nakładać co tydzień aby przyspieszyć wzrost paznokcia. Nakładać dwie warstwy dla uzyskania efektu zadbanych paznokci.


Moja opinia:
Moje paznokcie zawsze były słabe, kruche, miękkie, z tendencją do rozdwajania. Piękne długie paznokcie pozostawały jedynie w sferze marzeń. Nawet jeśli już udało mi się zapuścić kilka milimetrów poza opuszkę palca i tak w krótkim czasie zaczynały się łamać i rozdwajać zmuszając mnie do obcięcia wszystkich paznokci na krótko.

Wypróbowałam w swoim życiu naprawdę sporo różnego rodzaju odżywek i żadna nie była w stanie wspomóc mojej płytki paznokciowej na tyle aby przestała się łamać i rozdwajać. Efekty były krótkotrwałe albo nie było ich wcale. Do odżywki Golden Rose podeszłam więc z dystansem, traktując ją bardziej jako podkład pod lakier aniżeli intensywną kurację. Efekty jej działania przeszły moje najśmielsze oczekiwania.


Oxygen Nail Growth zamknięto w gustownej buteleczce z grubego matowego szkła ze srebrnym korkiem. Sama odżywka jest koloru różowego, jednak na paznokciach zachowuje się jak bezbarwny lakier – nie barwi płytki. Można ją nosić samodzielnie lub jako podkład pod kolorowy lakier.

Odżywkę stosuję nieco częściej niż zaleca producent a mianowicie 2-3 razy w tygodniu. Jest to uzależnione w dużej mierze od częstotliwości, z jaką zmieniam kolor lakieru na paznokciach. Oxygen Nail Growth nakładam na czyste paznokcie jako podkład i odżywkę. Jeśli w danym tygodniu nie maluję paznokci kolorowym lakierem, nakładam samą odżywkę, aby dłonie wyglądały schludnie. Uważam, że dłonie to wizytówka kobiety, powinny więc zawsze wyglądać nienagannie. Z odpowiednio nawilżoną skórą oraz opiłowanymi paznokciami pociągniętymi jedną warstwą bezbarwnej odżywki wyglądają na perfekcyjnie zadbane.


Pierwsze efekty działania odżywki zaobserwowałam mniej więcej po 3-4 tygodniach stosowania. Paznokcie zaczęły rosnąć w szybszym tempie, zupełnie jakby dostały energetycznego ‘kopa’. Po kolejnych kilku tygodniach dało się zauważyć wyraźnie wzmocnienie płytki oraz mniejszą skłonność do pękania i rozdwajania. Po mniej więcej 4 miesiącach stosowania mogę napisać, że wreszcie mam paznokcie o jakich marzyłam – zdrowe i szybko rosnące! Nagłe złamanie paznokcia nie wywołuje już we mnie irytacji, gdyż wiem, że w ciągu ok. 10 dni jestem w stanie wyhodować go na nowo.

Chciałabym jednak zaznaczyć, że tak wspaniałe efekty niewątpliwie są skutkiem regularnego nakładania odżywki (co najmniej 2 razy w tygodniu). Przy stosowaniu jej raz na jakiś czas raczej nie spodziewałabym się działania, które obiecuje producent.

Warto również podkreślić, że Oxygen Nail Growth jest bardzo wydajną odżywką. W ciągu 4 miesięcy zużyłam raptem 1/3 buteleczki.


Opakowanie: buteleczka z matowego szkła 11ml

Cena: 13,00zł

Skład: butyl acetate, ethyl acetate, nitrocellulose, adipic acid/neopentyl glycol/trimellitic anhydride copolymer, acetyl tributyl citrate, isopropyl alcohol, acrylates copolymer, stearalkonium bentonite, sucrose acetate isobutyrate, styrene/acrylates copolymer, silica, benzophenone-1, n-butyl alcohol, perfluorodecalin, trimethylpentanediyl dibenzoate, tocopheryl acetate, hexanal, helianthus annuus seed oil, polyvinyl butyral, dimethicone, aqua, trimethylsiloxysilicate, dimethyl oxobenzo dioxasilane, glycerin, cetyl peg/ppg-10/1 dimethicone, hydrolyzed corallina officinalis extract, retinyl palmitate, aesculus hippocastanum seed extract, magnesium ascorbyl phosphate, lycium chinense fruit extract,  maris sal, malus domestica fruit cell culture extract, tocopherol, manganese chloride, methylchloroisothiazolinone, xanthan gum, aluminium chloride, zinc chloride, magnesium chloride, sodium chloride, pentaetrythrityl tetra-di-t-butyl hydroxyhydrocinnamate, potassium chloride, phospholipids, methylisothiazolinone, lysine, copper sulfate, phenoxyethanol, CI 15850, CI 19140
Czytelnia: Kiran Vyas, Marie Borrel "Medycyna ajurwedyjska"

Czytelnia: Kiran Vyas, Marie Borrel "Medycyna ajurwedyjska"


Wprawdzie recenzję tego poradnika napisałam dawno temu na potrzeby drugiego bloga ale myślę że i tutaj mogę ją opublikować, tym bardziej że temat dbania o własne zdrowie wpisuje się w szeroką tematykę Kobiecych Fanaberii. Wracam do tej wspaniałej książki za każdym razem, kiedy borykam się z jakimiś dolegliwościami zdrowotnymi i zawsze znajduję w niej cenne wskazówki, jak sobie pomóc.

To najbardziej pożądana i najintensywniej poszukiwana przeze mnie książka w 2012 roku. Trafiłam na ten tytuł podczas wyprzedaży w Weltbildzie, niestety online był już wyprzedany. W księgarniach stacjonarnych również był nie do zdobycia. Zaczęłam więc szukać w innych księgarniach internetowych ale wszędzie tytuł widniał jako niedostępny ze względu na wyczerpanie nakładu. I kiedy prawie straciłam już nadzieję trafiłam na jakiś internetowy sklepik z różnymi ezoterycznymi rzeczami, gdzie książka ta była dostępna. Chwyciłam za telefon, by upewnić się, że na pewno będę mogła ją kupić i ku mojej radości i zaskoczeniu okazało się, że nie dość że książka owszem jest na stanie, to na dodatek mogę ją kupić bezpośrednio w księgarni stacjonarnej, gdyż sklep mieści się w Łodzi i to w pobliżu miejsca, gdzie pracuję. Możecie sobie wyobrazić moją radość. Według informacji miłego pana sprzedawcy nakład „Medycyny ajurwedyjskiej” został wyczerpany, więc książka ta rzeczywiście jest już trudna do zdobycia ale wydawca planuje ponoć wznowić wydawanie tego tytułu tyle że w innej okładce i po wyższej cenie. Cieszę się więc podwójnie, że załapałam się jeszcze na tańszą wersję.

Moje zainteresowanie ajurwedą wzięło się z chęci zadbania o własny organizm po bardzo ciężkim roku, w którym dosyć mocno podupadłam na zdrowiu. Życie w biegu, ciągły stres, zanieczyszczenie środowiska, żywność przetworzona, chemia w kosmetykach – to wszystko tragicznie wpływa na mój organizm powodując pogorszenie stanu zdrowia i ogólnego samopoczucia. Zwrot ku ajurwedzie miał na celu zwolnienie tempa i całościowe zadbanie o siebie.

Ajurweda jest systemem filozoficzno-medycznym wywodzącym się ze starożytnych Indii. Już sama nazwa wskazuje na to, że jest ona czymś więcej niż tylko medycyną – to wręcz sztuka zdrowego życia. ‘Ajur’ oznacza w sanskrycie życie, siłę witalną zaś ‘veda’ wiedzę, naukę, mądrość. Ajurweda skupia się na holistycznej wizji człowieka, jest medycyną globalną, gdyż zgodnie z jej zasadami istota ludzka tworzy całość i nie do pomyślenia jest leczenie jej ciała w oderwaniu od duszy i środowiska, w którym żyje. Stąd też terapia ajurwedyjska ma na celu uzdrowienie na wszystkich poziomach: fizycznym, psychicznym i duchowym.

W poradniku autorstwa Kirana Vyas’a (praktykujący w Paryżu mistrz ajurwedy, jogi i tradycyjnych terapii indyjskich) oraz Marie Borrel (specjalizuje się w medycynie alternatywnej) przedstawiono podstawowe zasady medycyny ajurwedyjskiej i narzędzia terapeutyczne: masaże, kuracje, metody leczniczego odżywiania. Na końcu zamieszczono także proste porady pomagające zwalczyć powszechne dolegliwości.

Pierwsze rozdziały poradnika opisują podstawowe pojęcia związane z ajurwedą czyli koncepcję pięciu żywiołów (eter, powietrze, ogień, woda, ziemia) oraz trzech dosz (wata, pitta, kapha). Czytelnik poznaje ich charakterystyczne cechy oraz dowiaduje się na jakiej zasadzie i w których obrębach ciała działają. W dalszej części opisane są inne podstawowe rodzaje energii jak dhatu (nasza budowa fizyczna), agni (ogień trawienny), mala (wydalanie) czy guna (czynniki energii umysłowej).

Ajurweda skupia się głównie na zapobieganiu chorobom poprzez zdrowy tryb życia a w przypadku, gdy już dojdzie do choroby na usuwaniu nie tyle objawów co w głównej mierze jej przyczyny. Choroba w ujęciu ajurwedyjskim jest wynikiem braku równowagi pomiędzy trzema doszami a uzdrawianie polega na przywróceniu tej energii na wszystkich poziomach leczenia czyli fizycznym, emocjonalnym oraz duchowym. W poradniku przeczytamy dokładne informacje na temat jak powstaje i ewoluuje choroba, co zakłóca równowagę poszczególnych dosz i jak rozpoznać która z nich jest w nierównowadze, w jaki sposób lekarz ajurwedy diagnozuje chorobę i jakich narzędzi terapeutycznych używa.

Niech was nie zmyli niewielka objętość książki, ja byłam zaskoczona ogromem informacji w niej zawartych (nawet jeśli są to informacje podstawowe). Autorzy szczegółowo opisują podział pokarmów na smaki oraz ich efekty terapeutyczne, wymieniają przykładowe pokarmy i rośliny lecznicze. Także rodzaje masaży i przeznaczonych do nich olejów zostały szeroko opisane. Dowiemy się także jak wygląda higiena życia codziennego według ajurwedy (łącznie z kilkoma podstawowymi pozycjami jogi).

W ostatnim rozdziale autorzy przybliżają kilkanaście najbardziej powszechnych dolegliwości wraz z zaleceniami ajurwedyjskimi co do ich leczenia. Kilka przykładów:

BIEGUNKA

Czego należy unikać:

- zrezygnuj ze spożywania produktów zbożowych pod każdą postacią: makaronu, chleba, mąki. Wyeliminuj też z jadłospisu mączkę z ciecierzycy i ogranicz spożycie mleka

- nie jedz potraw ciężkostrawnych, takich jak sosy czy dania smażone

Zalecenia:

- w trakcie leczenia biegunki zaleca się jedzenie rozgotowanego ryżu, soi i zupy marchwiowej. Do potraw dobrze jest dodać indyjski tymianek i kardamon

- rozcieńczony jogurt (lassi) z dodatkiem soli i kuminu to świetny lek na biegunkę. Równie skuteczny jest jogurt z mieloną kolendrą i kozieradką

- możesz też podgrzać ghi (klarowane masło) i dodać do niego zmielony imbir i cukier albo posmarować sokiem z imbiru okolice pępka

BÓLE GŁOWY

Zalecenia:

- w każdym wypadku jedz owoce guajawy; są one szczególnie skuteczne uśmierzaniu bólów głowy

- osoby, u których bóle głowy pojawiają się wraz ze wschodem słońca i ustępują po jego zachodzie, powinny przyjmować mieszankę ghi i amla (owoc agrestu indyjskiego) oraz jeść śirę (ciasto na bazie grysiku, ghi i rodzynek)

- wskazane jest dla nich także codzienne płukanie nozdrzy kroplą olejku pistacjowego

- gdy bóle głowy są spowodowane nadmiarem energii kapha, lepiej przyjmować melasę zmieszaną z sokiem świeżo wyciśniętym z imbiru. Odrobinę tej mikstury można także wprowadzić do nozdrzy

- ajurweda zaleca przygotowanie papki ze zmielonego imbiru i ciepłej wody i przyłożenie takiego kataplazmu na czoło

- jeśli bóle głowy powstają z powodu nadmiaru energii pitta, ajurweda radzi poddanie się masażom głowy z użyciem ciepłego oleju rycynowego.

- jeśli zaś bóle głowy są wywołane nadmiarem energii wata, kuracja opiera się na oleju rycynowym. Płuczemy nozdrza kilkoma kroplami ciepłego oleju rycynowego i z jego użyciem masujemy całe ciało. Możemy też zastosować wireczan, kurację oczyszczającą za pomocą oleju rycynowego.

- do walki z migreną ajurweda zaleca wypijanie rano, na czczo, maceratu z namoczonych wieczorem w osłodzonej wodzie czarnych rodzynek. Można też płukać nozdrza słoną wodą.

Książkę polecam osobom zainteresowanym tematem, szczególnie jednak tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z ajurwedą. Stanowi ona kompendium podstawowej wiedzy na temat tej starożytnej medycyny naturalnej, szczegółowo ale w prosty sposób wyjaśnionej zupełnym laikom w tej dziedzinie.
Koktajl z jabłek i modrej kapusty

Koktajl z jabłek i modrej kapusty

Od kiedy mamy w domu wolnoobrotową wyciskarkę do soków rozsmakowałam się w pysznych i zdrowych koktajlach owocowo-warzywnych. Soków z kartonu dostępnych w większości sklepów nie piję od kilku lat, ilość zbędnych dodatków i polepszaczy smaku (syrop glukozowo-fruktozowy, cukier) zniechęca mnie skutecznie do picia tego rodzaju napojów.

Wyjątek robię dla soków takich firm jak Vero czy Wiatrowy Sad, które produkują naturalne wytłaczane soki owocowe bez dodatku wody, cukru i konserwantów. Są to jednak soki poddawane procesowi pasteryzacji, w którym ginie większość witamin czy soli mineralnych. Oczywiście i tak są one o niebo zdrowsze od tego, co większość firm wlewa w swoje kartony ale jeśli tylko mam taką możliwość, staram się wyciskać soki sama. Tylko kiedy nie mam w domu odpowiedniej ilości owoców czy warzyw, kupuję gotowe produkty w/w firm.

Dzisiaj przedstawię Wam przepis na jeden z moich ulubionych koktajli o działaniu odkwaszającym.


Do jego wykonania potrzebujemy:

  • kawałek czerwonej kapusty
  • kilka jabłek
  • opcjonalnie można dodać też gruszkę czy kilka marchewek

Ilość składników należy tak dobrać, aby po wyciśnięciu ilość soku z kapusty była w proporcji 1:3 lub nawet 1:4 do ilości soku z jabłek. Gdy soku z kapusty będzie zbyt dużo, całość będzie miała zbyt kapuściany smak a dążymy do tego aby nasz koktajl smakował jak... wiśniowy kompot.

Czerwona kapusta ma silne działanie odkwaszające, wzmacnia odporność a także wykazuje korzystne działanie w chorobie wrzodowej żołądka. Zawiera sporo przeciwutleniaczy oraz jest wyjątkowo bogata w wit. B1.

Uwaga: osoby cierpiące na schorzenia tarczycy powinny uważać na ilość spożywanych warzyw kapustnych, gdyż zawierają one substancje wolotwórcze i utrudniają przyswajanie jodu z posiłków!
Od kilkunastu lat choruję na zespół Hashimoto i staram się ograniczać warzywa krzyżowe w diecie. Koktajl z modrej kapusty piję więc tylko w sytuacji, kiedy zdarzy mi się zakwasić organizm.

Jeśli nie cierpicie na żadne ze schorzeń tarczycy, polecam Wam spróbować koktajlu z jabłek i modrej kapusty, jest naprawdę pyszny i gdyby nie ograniczenia chorobowe, mogłabym go pić nawet codziennie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kobiece Fanaberie , Blogger